Życie to nie Simsy

Od dziecka czekałam na moment, kiedy będę mogła urządzić swoje cztery kąty, kupić wszystkie meble i ustawić według własnego wyobrażenia. Wydawało mi się, że będzie jak w Simsach – trzy sekundy malowania ścian, a potem wybieranie w sklepie stylowych szafek i stolików. Kto nie używał kodu na kasę, żeby urządzić fancy domek, niech pierwszy rzuci kamieniem!
Okazało się, że urządzanie mieszkania, to ostatni krąg przeprowadzkowego piekła. Serio, pakowanie się to przy tym niedzielny relaks.
Po pierwsze, nie ma kodu na kasę, co znacznie ogranicza ułańską fantazję, która może Cię ponieść kiedy spacerujesz między komodami i biurkami w Ikei. Najpierw spiszesz na karteczce wszystkie meble, które CHCIAŁABYŚ kupić, a potem okazuje się, że przy kanapie wykorzystałaś już cały budżet – a to trzecia pozycja na liście. Na szczęście nie musisz się daleko wracać, bo kanapy do w zasadzie czwarta stacja tej osobliwej drogi krzyżowej. Przy łóżkach zaczyna Cię boleć głowa, a szukając poduszek do uciszenia wrzeszczących dzieciaków zastanawiasz się, dlaczego Ty musisz pokonać dwadzieścia osiem stacji skoro Jezus miał tylko czternaście?
Chcesz być bohaterem w swojej Ikei i sama zebrać rzeczy w magazynie? Gwarantuję, że zapał Cię opuści zanim dotrzesz do restauracji, i nad klopsikami będziesz się zastanawiać, jakim cudem mogłaś naiwnie szacować czas wyprawy na trzy godziny? Po czterech doszłaś dopiero do jedzenia. Już wiesz, że magazyn możesz ominąć – ale może i dobrze, nie zabierasz pracy panom w neonowych kamizelkach. Chętnie rozwiązałabyś odwieczny spór o wyższość świeczek truskawkowych nad waniliowymi, ale nagle słyszysz komunikat Proszę udać się do kasy, zamykamy za 15 minut! I milion myśli w głowie: misa na owoce, doniczki na balkon, dywanik do łazienki! Kwadrans po zamknięciu kończysz maraton między żarówkami, kiedy w kąciku wyprzedażowym, tuż przed kasami, stoi ONA! TA kanapa, przeceniona o czterdzieści procent. Wizualizujesz sobie siebie – kobietę sukcesu, wracającą po ciężkim, ale udanym dniu pracy, odpoczywającą na owej sofie, w towarzystwie faceta przypominającego co najmniej Adama Levine. Już prawie dodałaś ją do zamówienia, kiedy jakaś szwajcarska hiena podstępnie zwinęła z niej poduszkę i zmierza z nią do kasy. Szybka kalkulacja – krwiożercza walka o poduszkę, czy sprytnie udać się chyłkiem do biura obsługi klienta? Decydujesz się na pokojową opcję, ale okazuje się, że pani w okienku obsługuje numer sześćdziesiąt dwa, a na Twoim kuponie widnieje sto trzydzieści cztery. Trzeba było walczyć!
Próbujesz negocjować przy okienku, ale kobieta w żółtej koszulce jest nieugięta. Przez łzy widzisz zadowoloną parkę wynoszącą Twoją kanapę.
I nawet nie możesz kupić sobie hotdoga na pocieszenie, bo gastronomia już dawno zamknięta.
Reklamy

One thought on “Życie to nie Simsy

  1. Ikea to zło. Kilka lat temu przeżyłam podobne piekło. Na szczęście nie musiałam kupować mebli, bardziej brakowało mi sztućców, lampy, bieliźniarki itp. Pomimo uzbrojenia w listę i cierpliwość, po tych 6 godzinach wróciłam do domu wycieńczona i opuszczona przez Boga. Nigdy więcej. W sensie do następnej przeprowadzki…

    Lubię to

Odpowiedz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s